September 16, 2011

Watykanista o znaczeniu tiary i zmianach w Mszy papieskiej


Oto polskie tłumaczenie wywiadu przeprowadzonego przez Radio Watykańskie z Ulrichem Nersingerem, autorem dzieła Liturgien und Zeremonien am Päpstlichen Hof (dotąd wydano pierwszy z dwóch tomów).



Obszerne dzieło Ulricha Nersingera zatytułowane zostało „Liturgie i ceremonie dworu papieskiego”. Autor jest specjalistą w dziedzinie ceremonii historycznych na Watykanie i przedstawia w swojej książce w wymownych świadectwach papiesko-dworską przeszłość i jej pozostałości w naszych czasach. Przykładowo autor poświęca obszerny rozdział rodzinie papieskiej. Było wtenczas wielu tajemnych biskupów, prałatów, urzędników, świeckich i duchownych jednocześnie. Na początek Gudrun Sailerr pragnie dowiedzieć się od autora, co pozostało obecnie z dawnych wysokich stanowisk.

W roku 1968 za papieża Pawła VI mieliśmy reformę Kurii [Rzymskiej]. Wiele urzędów zniesiono lub zmieniono, lub też ‘unowocześniono’ ich nazwy. Niemniej wiele urzędów przetrwało, przy czym przeważnie pod inną nazwą.

Jakie to były urzędy?

Mamy ich kilka, gdy głowa państwa, minister lub ambasador składa wizytę Ojcu Świętemu nie przychodzi do papieża jedynie w towarzystwie duchownych, lecz także w asyście świeckich. Pośród owych świeckich była wcześniej grupa o nazwie „Tajemni szambelani z mieczem i płaszczem”. Tak się nazywali, bowiem nosili hiszpańskie kostiumy dworskie, bardzo imponujące szaty, które z biegiem czasu po Soborze zniesiono i zmieniono ich nazwę. Z tajemnych szambelanów z mieczem i płaszczem powstali tzw. Gentiluomini di Sua Santità, czyli szlachta Jego Świątobliwości. Urząd ów piastują zasłużeni świeccy, przeważnie z Rzymu. Nie noszą już na sobie hiszpańskich szat, lecz frak [płaszcz] i order oraz charakterystyczny łańcuch z papieskimi insygniami, tiarą oraz skrzyżowanymi kluczami.

Poświęca Pan obszerny rozdział tematowi tiary. W dzisiejszych czasach trudno sobie wyobrazić, że papież nosił niegdyś koronę królewską – była ona szczególnych znakiem ziemskiej władzy.

Papież nigdy nie nosił tiary w czasie ceremonii [ściśle – przyp. red.] liturgicznych, – co najwyżej w drodze do lub od ołtarza. Tiara nie jest bynajmniej liturgiczną oznaką godności, lecz świecką oznaką suwerenności papieskiej.

Korona papieska składa się z trzech części i dowodzi Pan różnych interpretacji dotyczących jej formy. Które są najbardziej lub najmniej prawdopodobne dla owych trzech części?

Uważam, że w interpretacjach należy zachować powściągliwość. Słyszę i czytam wciąż bardzo wymyślne wykładnie. W XVII wieku ktoś napisał, że tiara oznacza życie Kościoła w trzech językach – hebrajskim, greckim i łacińskim i podobne porównania. Może należałoby się trzymać po prostu słów wypowiadanych w czasie koronacji papieskiej. Kardynał diakon nakładający papieżowi koronę mówi, że papież jest „ojcem książąt, władcą świata i namiestnikiem naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa”. To mogłaby być jedna z możliwych interpretacji.

Mówi Pan o ceremonii koronacji papieża w czasie teraźniejszym. Wiemy, że w dzisiejszych czasach nie ma już koronacji papieskiej, bowiem Paweł VI podarował [komuś] tiarę. Co ciekawe, można przeczytać w Pańskiej książce, że nikt nie chciał jej początkowo wziąć! Co się działo?

Paweł VI chciał podarować tiarę jako dar dla ubogich; tymczasem szybko zorientował się, że sprzedaż insygnium wcale nie była taka łatwa. Podarował ją wtedy kard. Spellmanowi z Nowego Jorku, sprytnemu człowiekowi interesu i wierzył, że ów sprzeda ją w ramach powierzonego zadania — oddania jej dla ubogich. To się jednak nie udało i ostatecznie tiara znalazła się w sanktuarium maryjnym w Waszyngtonie. Stoi w dolnym kościele a obok niej [jest] małe naczynko, do którego można wrzucać datki na papieskie cele charytatywne. Tak więc w końcu tiara pozostała w posiadaniu Kościoła, a przy tym spełnia swoje zadanie, bowiem ‘zbiera’ datki na ubogich. Rozmawiałem kiedyś z rektorem bazyliki, który powiedział, że w ciągu jednego roku zebrały się pokaźne środki.

A co z ceremonią papieskiej koronacji?

Choć Paweł VI oddał tiarę jako osobiste insygnium to nie zniósł jej w oficjalnych dokumentach. Zatem w jego dekrecie o wyborze papieża z 1975 roku, czyli ponad 10 lat od zniesienia tiary, znajduje się jeszcze akapit, mówiący, że po wyborze papież jest koronowany. Oddanie tiary przez Pawła VI było dlań aktem osobistym, nie zaś przepisem dla przyszłych pontyfikatów.

Czy oznacza to, że w dokumentach tiara żyje nadal tak jak przedtem?

Przynajmniej w dekrecie o wyborze papieża z 1975 roku, który został następnie na nowo potwierdzony kolejnymi dekretami — w nowszych dokumentach akapit ów został po prostu wykreślony.

Dwór papieski w swoim czasie przypominał dwory świeckie, które można było znaleźć w całej Europie. Doń należeli — jako praktyczny szczegół codziennego utrzymania — dostawcy dworscy. Wcześniej było ich bardzo wielu. Ilu?

W zasadzie w każdym obszarze można dostawcom zaopatrującym papieża i jego dwór nadać tytuł papieskiego dostawcy dworskiego. Byli nimi krawcy, dostawcy produktów spożywczych, np. dobrze znany włoski producent oliwy z oliwek – który w latach 20-tych otrzymał ów tytuł.

Czy dla tych osób był to rodzaj pewnego P[ublic] R[elations], szczególny zaszczyt, czy walczono o tytuł dostawcy dworskiego, czy w ogóle tytuł istniał oficjalnie?

Owszem i był nader pożądany! Był potężnym środkiem Public Relations. Ten, kto otrzymał ów tytuł, mógł być pewny, że w katolickim społeczeństwie zdobył szeroką klientelę. W Anglii sytuacja wyglądała podobnie. Wie Pan zapewne, że niektóre przedsiębiorstwa działają z ramienia Jej Królewskiej Mości „by appointment of Her Majesty The Queen” i że jest to symbol jakości. Ale jest też inny bardzo ciekawy przykład, gdy tytuł dostawcy dworu papieskiego mógł wpędzić firmy w poważne tarapaty. Przykładowo u nas w Niemczech w bawarskim Tirschenreuth była tkalnia, firma Mehler, która otrzymała w roku 1927 tytuł dostawcy dworu papieskiego. Była zeń bardzo dumna, znalazła się w prospektach reklamowych i przy wejściu do firmy powieszono godło papieskie, co było przywilejem. Firma jednakże wycierpiała wiele po przejęciu władzy przez skrzydło narodowo-socjalistyczne. W gazetach pojawiały się wiadomości, które przybrały jeszcze na sile w latach 1936-1938 i zaatakowały ów tytuł celowo, doprowadzając do czasowego zamknięcia fabryki.

Watykan potrzebował i nadal potrzebuje ochrony różnych gwardii. Dziś ma do dyspozycji Żandarmerię Watykańską i Gwardię Szwajcarską – wcześniej były to jeszcze dodatkowo Gwardia Szlachecka i Gwardia Palatyńska. Co to były za gwardie?

Gwardia Szlachecka składała się z 70 szlachciców i w 1801 roku została na nowo utworzona. Wcześniej istniał szlachecki korpus rycerski strzegący papieża, lecz w czasie zawirowań francuskich, czyli okupacji Państwa Kościelnego w roku 1798, został zniesiony. Nowo założona Gwardia Szlachecka miała zaprosić szlachtę Państwa Kościelnego do służby na dworze papieskim. Gwardia Palatyńska z kolei powstała w roku 1850 i miała także poprzedniczki, Milicję Obywatelską [niem. Bürgermiliz], składającą się z obywateli rzymskich, ok. 500 mężczyzn. Obie gwardie miały za zadanie reprezentowanie mieszkańców Rzymu u papieża. Gdy przyjrzymy się owym czterem gwardiom istniejącym do roku 1970, reprezentowały one całe społeczeństwo: szlachtę, mieszczaństwo, następnie żandarmerię składającą się z prostych ludzi i na koniec formację piechoty, czyli Gwardię Szwajcarską.

Gwardia Palatyńska jest szczególnie ciekawa z punktu widzenia historyków epoki. W czasie II Wojny Światowej gwardia ta poszerzyła znacznie swoje szeregi…

Owszem. Gwardia Palatyńska w latach 1943-1944 odgrywała wielką rolę. W owym czasie Rzym okupowały wojska niemieckie i chodziło o to, by chronić wielu uciekinierów, czy to prześladowanych z powodów politycznych czy też mieszczan żydowskich. Wielu znalazło schronienie w watykańskich posiadłościach i to nie tylko w samym Watykanie, lecz także w wielu pałacach i budynkach o statusie eksterytorialnym. Okazało się wtenczas, że budynki te potrzebowały pewnej ochrony. Nie wiedziano, jak można byłoby temu zaradzić, zatem „wzięto” Gwardię Palatyńską i [tam] postawiono, ponieważ było wówczas ponad 20 posiadłości eksterytorialnych. Gwardia Palatyńska pełniła w tych trudnych czasach dwojaką funkcję: z jednej strony strzegła posiadłości, z drugiej zaś stwarzała możliwość zabrania do nich szczególnie zagrożonych obywateli Rzymu i dania im schronienia przed prześladowaniem policji faszystowskiej, SS i Wehrmachtu. Wtedy to po raz pierwszy powołano do Gwardii papieskiej mieszczan żydowskich, cały ich zastęp - tak więc pod ochroną Państwa Kościelnego byli oni strzeżeni podwójnie: raz jako strażnicy, drugi zaś jako strzeżeni.

Dochodzimy teraz do Mszy papieskiej: jakie są w Pana mniemaniu najbardziej oczywiste różnice pomiędzy dzisiejszą Mszą sprawowaną przez papieża Benedykta, a powiedzmy Mszą papieską sprawowaną w połowie XIX wieku?

Ledwo można je porównać. W moim przekonaniu, główna przyczyna tkwi w tym, że w „starej” Mszy papieskiej brały udział rzesze ludzi. Na Watykanie był ktoś, kto odgrywał pewną rolę na dworze papieskim, i był włączony w pewien sposób do owej liturgii. Dziś widzimy, że pokaźna część prałatów, biskupów, kardynałów a także świeckich sama siedzi w łodzi Kościoła. Wcześniej coś takiego należało raczej do rzadkości. Kiedyś był ktoś, kto należał do papieskiej rodziny lub Kaplicy, kto był w pewien sposób zaangażowany w liturgię, niezależnie od tego, czy była to jedynie mała rólka bądź czynność. Różnica względem czasów nam współczesnych polega też naturalnie na tym, że kiedyś było o wiele mniej Mszy [w ścisłym sensie – przyp. red.] papieskich. Mieliśmy do czynienia z pewnego rodzaju stopniowaniem, nie zawsze papież sprawował liturgię sam, lecz przewodził Mszy lub liturgii, zaś celebransem był arcybiskup lub kardynał. Od kilku dziesięcioleci mamy pewną rozmaitość i mnogość Mszy papieskich, co było kiedyś nie do pomyślenia.

Czy może Pan powiedzieć ilu mniej więcej dostojników lub świeckich miało swoje role?

Trudno powiedzieć, ale gdy przyjrzy się Pan starym zdjęciom, zobaczy Pan rzesze ludzi otaczających papieża. Mogę wymienić pewne funkcje, które dziś byłyby nie do pomyślenia: niegdyś było na przykład wiele klas prałatów, które mamy jeszcze dzisiaj, bardzo aktywnych, którzy uczestniczyli w liturgii. Myślę na przykład o sędziach Roty Rzymskiej. Prałaci ci siedzą dziś na Mszy papieskiej w sekcji dla wiernych. Kiedyś np. asystowali papieżowi w drodze do ołtarza. Papież miał na sobie szeroki płaszcz, którego końce przytrzymywali, lub nieśli krzyż procesyjny, czy też pełnili inne posługi np. turyferarza, czyli tego, który niósł kadzielnicę. Albo sędziowie Sygnatury Apostolskiej: ich posługą było niesienie świec, co dziś, niestety, jest nie do pomyślenia.

Jak długo trwało wówczas nabożeństwo papieskie?

Wraz z przygotowaniem trwało wiele godzin. I nie należy sobie go wyobrażać jako liturgii bardzo sztywnej. Kiedyś były wielkie trybuny dla różnych uczestników liturgii, dla korpusu dyplomatycznego, szlachty, wiernych oraz przełożonych zakonnych [niem. Ordensoberen]. Pod trybunami były tzw. bufety. Tam uczestnicy, którzy pełniący bardzo długą służbę mieli możliwość odświeżenia się wodą i innymi artykułami. Była to więc rzecz bardzo żywa, i ponieważ liturgie ciągnęły się godzinami, była możliwość zmiany osób i ich odejścia, by się odświeżyć.

Brzmi to wręcz jak atmosfera święta ludowego, prawdziwego świętowania...

Myślę, że chodzi jeszcze o coś innego. Gdy ogląda się filmy z lat czterdziestych i pięćdziesiątych liturgia wygląda jak mrowisko. Ale mrowisko, które wie, co ma robić. Dlatego też funkcjonowało i było pełne życia. Czasem się za tym tęskni. Niektóre liturgie u Świętego Piotra jawią mi się dziś jako bardzo dostojne, ale czasami brakuje mi nieco żywszej iskierki.

Jedną z ważniejszych ceremonii dotyczących urzędu papieskiego jest Konklawe. Dla nas naturalnie odbywa się ono w Kaplicy Sykstyńskiej. Kaplica nie zawsze jednak była miejscem wyboru papieża.

Bynajmniej. Jeszcze w XIX wieku jedno z najsłynniejszych Konklawe miało miejsce w Wenecji. Miało ono miejsce po upadku Państwa Kościelnego, lub inaczej – okupacji przez wojska francuskie. Było to Konklawe, które wybrało Piusa VII. Kolejne posiedzenia Konklawe miały miejsce na Kwirynale. Dopiero Leon XIII dostrzegł, że po upadku Państwa Kościelnego istnieje tylko jedna możliwość – odbycie Konklawe w Kaplicy Sykstyńskiej.

Czy Cappella Sistina była zatem praktycznie rozwiązaniem z konieczności?

Niezupełnie, bowiem była też wcześniej miejscem wyborów. Sądzę, że jest to miejsce bardziej godziwe, dostojniejsze, motywujące wyborców.

W późnym średniowieczu wybór papieża miał miejsce na Lateranie...

...między innymi. Tym niemniej posiedzenia Konklawe miały też miejsce w Viterbo i innych miastach.

Wcześniej wybór papieża odbywał się pod strażą dzisiejszej ‘security’ w Rzymie, gdyż w przeciwnym razie dochodziłoby łatwo do ekscesów i zamieszania wszelkiego rodzaju. Jakie były mechanizmy obronne Konklawe na przestrzeni wieków?

Była pewna rzymska rodzina książęca, której powierzono to zadanie. Szlachcic nosił tytuł marszałka Świętego Kościoła Rzymskiego i Stróża Konklawe i miał silną władzę militarną. Tak więc mógł zwołać wojsko, ale musiał też się sam częściowo angażować. Pewnego razu musiał chronić Konklawe osobiście, a do tego jeszcze mieszkania i pałace kardynalskie – gdyż, gdy tylko lud dowiedział się, który z kardynałów został papieżem, miał w zwyczaju szturmować pałac owego kardynała i z domu nie zostawał kamień na kamieniu. Była tzw. grupa szybkiej interwencji marszałka, która wysyłała tam rycerstwo ku wzmocnieniu obecnych tam już straży. Tymczasem również samo Konklawe wymagało ochrony, bowiem zawsze istniało niebezpieczeństwo, że siły ziemskie próbowałyby wywrzeć [na nie – przyp. red.] jakiś wpływ. Do końca istnienia Państwa Kościelnego straże te przejęły pewne jednostki armii papieskiej. Od roku 1870 gwardia domowa przejęła pałeczkę strażniczą, Gwardię Szwajcarską, Gwardię Szlachecką, Gwardię Palatyńską i naturalnie Żandarmerię Papieską.

W pierwszym 500-stronicowym tomie opisuje Pan pełnię ceremonii o charakterze kościelnym i świeckim w czasie reformy kurii, bowiem przed reformą Pawła VI, którą przywołuje Pan na wstępie, bogactwo ceremonialne było o wiele większe. Jaki cel przyświeca Pańskiemu dziełu?

Chciałem po prostu pokazać, jakie mamy bogactwo. Przywołuję naturalnie wiele rzeczy, których już dziś się nie wykonuje, które jednakże żyją lub mogą żyć nadal w ten czy inny sposób. Wielu rzeczy, które zniesiono, nie możemy ożywić na nowo w sposób sensowny. Jednak istnieją nadal elementy, nad którymi warto się zastanowić, jak by je jeszcze można ponownie wbudować lub jak wykorzystać bogactwo niegdyś dawane przez nie Kościołowi. Jestem przekonany, że przy tym trzeba być wolnym od ideologii. Rzecz należy postrzegać przez pryzmat historii i nauki, patrząc na to, co ma sens i należałoby się także nieco zastanowić, co serce podpowiada.

Które ze zniesionych elementów ceremonii papieskich warto byłoby Pańskim zdaniem ponownie wprowadzić?

Przykładowo istnieje możliwość (której już jesteśmy świadkami na Mszach papieskich) ponownego wzięcia co pocześniejszych szat z historycznych zbiorów. Uważam to za sensowne, lecz oczywiście w rozsądnym zakresie. Wybór szaty lub rokiety nie powinien być wyborem samym w sobie, lecz środkiem pomocniczym, środkiem przekazu dla historii i środkiem wyrazu; nigdy jednak zwiastunem wojny – niezależnie od tego, po której stronie się stoi.

Dzieło pt. „Liturgia i ceremonie dworu papieskiego“ (tom I) Ulricha Nersingera ukazało się staraniem wydawnictwa nova & vetera.

---

Tłumaczenie: Anna Filomena Kaźmierczak